Wspomnienia z Kijowa, czyli nie taka Ukraina straszna

W minioną sobotę, 4. października, wróciłem z tygodniowego wyjazdu do Kijowa. Przed samą podróżą praktycznie wszyscy pukali się w czoło i uznali, że jestem niepoważny jadąc w takie miejsce – i to jeszcze dobrowolnie. No cóż… ja jednak nie żałuję ani chwili spędzonej w tym pięknym mieście, pełnym atrakcyjnych dla turystów zabytków.

Do Kijowa wybierałem się już od dłuższego czasu, jednak dopiero teraz pojawił się prawdziwy impuls, żeby wreszcie te cele zrealizować. Na początku jednak warto wspomnieć o tym, że sytuacja na Ukrainie zmienia się bardzo dynamicznie. I niewykluczone, że w momencie gdy część z Was będzie czytać ten artykuł, to nie będzie on już tak bardzo aktualny jak teraz. Mam tutaj na myśli głównie sytuację napiętego konfliktu z Rosją oraz zaplecze polityczne samej Ukrainy.

W każdym razie, kiedy ja wybrałem się na wycieczkę, to nie miałem absolutnie żadnych wątpliwości, że jadę w bardzo spokojne miejsce. I rzeczywiście, tak też było. W Kijowie nie daje się odczuć wspomnianej napiętej sytuacji. Zwyczajne miasto z bardzo miłą atmosferą. Ludzie bardzo przyjaźnie nastawieni, otwarci i chętni o pomocy w różnorakich okolicznościach. Mimo tego, że ten rok jest naprawdę bardzo trudny dla tego kraju, to obywatele świetnie sobie z tym radzą – przynajmniej w stolicy.

Na mnie osobiście największe wrażenie zrobił Majdan. Właściwie to bardzo trudno jest opisać to, co człowiek czuje w takim miejscu. Z jednej strony nie ma już żadnych śladów po demonstracjach – nie licząc oczywiście licznych zniczy, zdjęć oraz innych pamiątek oddających cześć osobom tam poległym. Z drugiej jednak strony wiedza o tym co wydarzyło się tam w lutym (zwłaszcza 20. lutego, kiedy były prezydent Wiktor Januukowycz wydał pozwolenie na użycie ostrej amunicji) nie pozwala przejść wobec tego obojętnie.

Zawsze przeżywam pobyt w takich miejscach bardzo silnie, w wewnętrzny sposób znany pewnie tylko mi. Idąc ulicą Instytucką (na której to wszystko się wydarzyło i na której zginęło najwięcej aktywistów) wszędzie widzimy zdjęcia, informacje zawierające wiek danej osoby, znicze… To budzi bardzo skrajne emocje – z jednej strony spokój i zaduma, z drugiej złość, bezsilność i niedowierzanie. Tak przynajmniej ja to odbieram. Oliwy do ognia dodają jeszcze zdjęcia w formie plakatów umieszczone na głównym Placu Niepodległości. Są one bardzo drastyczne i – niestety – równie prawdziwe. Część dotyczy sytuacji z początku roku, część obecnego otwartego konfliktu na wschodzie Ukrainy.

Przechodząc do rzeczy bardziej przyjemnych trzeba przyznać, że okolice Majdanu są naprawdę piękne. Wszechobecne kościoły oraz cerkwie prawosławne robią naprawdę ogromne wrażenie. Z zewnątrz pomalowane są w bardzo charakterystyczny dla wschodu sposób. Taki sam też mają kształt. W środku natomiast to prawdziwy majstersztyk i dzieło sztuki – nawet nie sposób oddać tego słowami. Oprócz tego wiele innych atrakcji dla przeciętnego turysty, jak chociażby Park Maryński czy Werchowna Rada (budynek Rady Najwyższej Ukrainy). Wszystko znajduje się w stosunkowo bliskiej od siebie odległości.

Bardzo łatwo dojechać jest właściwie w każdy zakątek Kijowa metrem. Składa się ono z trzech niezależnych od siebie linii, które mają kilka łączących je stacji. Przejazd kosztuje 2 UAH (około 51 groszy na chwilę obecną) i można się przesiadać dowolną ilość razy. Samo metro jest bardzo głębokie. Jedna ze stacji – Arsenalna – jest najgłębszą na świecie, liczy bowiem aż 105 metrów głębokości. Metro to w Kijowie najpopularniejszy środek transportu. Stacje urządzone są w bardzo charakterystycznym, przestronnym stylu.

Ja zatrzymałem się nieopodal stacji metra Druzhby Narodiv – około 4 stacji od ścisłego centrum. Nie mogłem niestety znaleźć w dobrej cenie hotelu ani hostelu, który spełniałby moje wymagania, więc wynająłem prywatnie mieszkanie od bardzo sympatycznej kobiety (jak się później okazało mojej rówieśniczki), która jest Ukrainką, ale wyszła za mąż za Polaka i od 3 lat mieszka w Sopocie. W samym mieszkaniu nie brakowało mi absolutnie niczego – lodówka, pralka, kuchenka gazowa, kuchenka mikrofalowa, bardzo szybki dostęp do sieci Internet, a nawet… laptop na wyposażeniu. Choć ja i tak oczywiście korzystam ze swojego (w myśl zasady, że bez laptopa, to jak bez ręki).

Z mojego punktu widzenia wartym uwagi jest jeszcze temat ludzi na Ukrainie. A właściwie to ściślej mówiąc: kobiet. O ile z mężczyznami jest tam straszny problem (są leniwi, aroganccy i samolubni – co podkreślała mi każda Ukrainka) o tyle kobiety są jak do rany przyłóż. Z tak ogromną otwartością i życzliwością nie spotkałem się jeszcze w żadnym kraju. I obawiam się, że nieprędko to nastąpi. Od dawna wiedziałem czego mniej więcej mogę się spodziewać, ale to co w rzeczywistości otrzymałem przerosło moje oczekiwania.

Moje koleżanki, które poznałem wirtualnie na różnych portalach społecznościowych typu Badoo, V kontakte czy Facebook z wielką chęcią się ze mną spotykały, opowiadały mi historię Kijowa, oprowadzały po mieście i robiły wszystko, żebym czuł się tam naprawdę dobrze. Co zresztą świetnie im się udało. Ku mojemu zaskoczeniu, odwiedziły mnie nawet osoby mieszkające 150 – 200 km od Kijowa. Dowiedziałem się wielu interesujących rzeczy – na temat kultury Ukrainy, mentalności ludzi, ich problemów oraz powodów do bycia dumnym. A wracając jeszcze do kobiet, to utwierdziłem się w przekonaniu, że są również najpiękniejsze. Oczywiście większość będzie się ze mną spierać, że Polki – ale o gustach się nie dyskutuje. Swój pogląd wyrobiłem sobie nie bezpodstawnie.

Czy warto więc pojechać do Kijowa? Moim zdaniem zdecydowanie tak! Tym bardziej, że można się tam dostać za naprawdę rozsądne pieniądze. Podróż z Lublina do Kijowa i z powrotem to koszt rzędu 135 zł. Do Lublina możemy się bardzo tanio dostać np. Polskim Busem z Warszawy. Możliwe są też podróże z innych miast, ale to już większe wydatki. Ja Kijowem jestem zachwycony i z pewnością niebawem tam znów pojadę – przypuszczam, że będę tam wracał wielokrotnie. Chyba, że sytuacja zrobi się niebezpieczna i po prostu stanie się to zbyt ryzykowne.